![]() |
|
Polecane artykuły: 2010
![]() ![]() ![]() ![]()
| Niech żyje Polska! Niestety w związku z brakiem czasu chwilowa przerwa i zastój na blogu. Ale nie mógłbym nie odnieść się do kwestii 11 listopada, gdy podczas marszu w Warszawie lewacka propaganda usiłowała zrobić z ogromnej grupy nacjonalistów i patriotów faszystów. W związku z tym polecam obejrzeć poniższe filmiki z YT. Janusz Korwin-Mikke podczas marszu w Warszawie. Manifestacja NOP we Wrocławiu! Liczebność marszu warszawskiego. marekzegarek 2010-12-10 00:34:24 skomentuj (1) Obrońcy Krzyża! Od pewnego czasu trwa rozgłaszana przez telewizję afera dotycząca stojącego pod Pałacem Prezydenckim krzyża, który upamiętniać ma tragiczną śmierć Lecha Kaczyńskiego. Otóż mimo, że został on pochowany na Wawelu (będącym miejscem pochówku głównie królów), w media na jego temat wrzało non-stop, prawie wszyscy politycy (z wyjątkiem np. p. Palikowa, który wyszedł z całej sytuacji bardzo elegancko) nagle zapomniały o wszystkich gafach, nieudolnościach czy błędach to cała zabawa trwa dalej. Przy tej okazji warto wspomnieć, że całkiem niedawno ogromne kontrowersje wzbudziła reklama piwa „Lech” znajdująca się nieopodal wspomnianego miejsca pochówku Jego Ekscelencji. A krytykowanie owego bilbordu jest skandalem w kraju, w którym wmawia się ludziom, że żyją w kapitalizmie! Pokazuje to jedynie zaślepienie ludzi „papką”, którą lansuje telewizja. Bo komu logicznie rzecz biorąc przeszkadza reklama „Lecha”, „Tyskiego”, „Kubusia” czy „Coca-Coli”? Nikomu samodzielnie myślącemu na pewno nie!
Wracając do sedna sprawy śmieszną kwestią jest, że Bronisław Komorowski zadeklarował przeniesienie krzyża już stosunkowo dawno. Obecnie jednak pojawili się pseudo-religijni zwolennicy pewnej partii i jedynej słusznej telewizji katolickiej, którzy nazywają siebie (niczym jakaś bojówka!) „Obrońcami Krzyża”. Manifestują oni całymi dniami przed kamerami dziennikarzy, których uciechą jest, że nie muszą szukać innego materiału. I nic, że jest to nudne a tego rodzaju plebs tylko szuka rozgłosu. Co ciekawe nawet odsłonięcie tablicy (dość kontrowersyjne, aczkolwiek świetnie się uśmiałem słysząc o tym w telewizji) nie pozwoliło fanatykom na „spasowanie” ze swą dziwaczną akcją. Najśmieszniejsze jest, że krytyce media poddają jedynie zwolenników przeniesienia krzyża w stosowne dla niego miejsce. Jako przykład podano rzucenie butelki po wódce w modlącą się pod krzyżem kobietę. Znając wiarygodność mediów kobieta zapewne wcale się nie modliła a trafiona została kartonikiem po soczku. A poza tym jak chciała się pomodlić mogła iść do kościoła a nie na zbiorową manifestację!
Generalnie uważam, że władze powinny zrobić porządek z tego typu śmiesznymi sprawami. Politycy zamiast pracować nad ważnymi dla Polski sprawami będą dyskutować przez najbliższe parę dni na temat tablicy, której odsłonięcie zbiegło się z obradami. Śmieszy również fakt, że, mimo iż jestem absolutnym przeciwnikiem jakichkolwiek form socjalizmu, miałem moment, w którym pomyślałem „ciekawe, jaka byłaby riposta ORMO na tego rodzaju manifestację?”. Z pewnością natychmiastowa, skuteczna i umożliwiająca przeniesienie krzyża w miejsce ku temu wyznaczone… A skąd się wziął cały problem? Z Wawelu, medialnych cyrków, zdejmowania reklam i tak dalej można by mówić bez końca… Gdyby Jego Ekscelencja Lech Kaczyński został pochowany na Powązkach tak, jak to sugerowali niektórzy to nie byłoby problemów. „Obrońcy” zbieraliby się na cmentarzu i tam mogliby manifestować do woli. Może nawet pomodliliby się za kogoś czyniąc dobry uczynek, bo to, co robią obecnie nim na pewno nie jest! O tempora, o mores… marekzegarek 2010-08-13 01:21:02 skomentuj (6) Rozczarowanie po wyborach... Dwa dni zbierałem się, żeby napisać cokolwiek na temat wyborów. Prawdę mówiąc towarzyszy mi jedno uczucie – rozczarowanie. Rzygać mi się chce, jak widzę absolutny brak świadomości politycznej ślepo wpatrzonych w TVN i TVP mas. I aż nie chce się wierzyć, że, mimo że żyjemy już przeszło 20 lat po formalnym upadku socjalizmu, ludzie nadal nie doszli do żadnych wniosków. I już nie chodzi nawet o to, że Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński są w moim mniemaniu równie bezwartościowymi kandydatami. W wypadku Komorowskiego jedynym plusem jest fakt, że nie blokowałby ustaw, co „bliźniak” niewątpliwie by zrobił. Poza tym z moralnego punktu widzenia postawa, Kaczyńskiego, który nie dość, że notorycznie kłamie to jeszcze wykorzystał wizerunek brata w kampanii zasługuje na potępienie.
Oczywiście w polskim społeczeństwie nie ma mowy, by zachowania takie napiętnować. Mimo to aż śmiać mi się chciało czytając bloga Janusza Palikota, na którym wypisał on kłamstwa Jarosława. Oczywiście było to jedynie zagranie polityczne, natomiast unaocznia, na kogo nie warto głosować. Zresztą sam Komorowski wpadek też miał mnóstwo. Poza tym działania Platformy definiującej się, jako partia prawicowa są równie żenujące, co wpadki jej członków. Śmieszne jest, że tuż po wyborach zwrócili się oni do lewusów twierdząc, że dużo ich łączy. Circus maximus po prostu.
Zresztą podobna sytuacja była na Ukrainie, gdy kilku zapaleńców zorganizowało „Pomarańczową rewolucję”. Jaki był efekt? Juszczenko wraz ze swoją watahą porządzili jedną kadencję a potem okazało się, że ludzie wolą jednak tą rzekomo straszną tyranię komunistów. Obawiam się, że przy takiej świadomości społecznej, jaką mamy obecnie powrót PRL-u jest tylko kwestią czasu. Bo ludzie nie zmądrzeli, co widać po wynikach wyborów, a głupich ludzi trzeba trzymać w ryzach, tak jak ma to miejsce w Korei Północnej.
Swoją drogą ciekawe, że Grzegorz Napieralski osiągnął tak spory wynik, biorąc pod uwagę fakt, że prawdziwy socjalistyczny ideowiec tj. Bogusław Ziętek nie uzyskał nawet pół procenta. Śmieszne, że nawet lewaki nie wiedzą, na kogo głosują. Cóż nic dziwnego. Zwykła manipulacja telewizji. Te wybory pokazały, że „czwarta władza” rzeczywiście jest w stanie rządzić światem. Oczywiście pokazują to liczby, gdyż Bronisławowi Komorowskiemu media publiczne poświęciły ponad 43 godziny, JK ponad 23 godziny, a Napieralskiemu ponad 19 godzin. Wielką niespodzianką okazał się niewielki sukces Janusza Korwin-Mikkego (na którego osobiście głosowałem), gdyż uzyskał on wynik lepszy od Pawlaka, który w TVP "gościł" prawie trzynaście razy dłużej, niż JKM.
Na drugą turę wyborów nie planuję iść. Szkoda czasu. Mimo, że teoretycznie nie wzięcie udziału w wyborach zwalnia mnie z prawa do narzekania, wolę zamanifestować brak chęci w rozbijaniu na kawałki Polski. Być może za parę lat ludzie dojdą do pewnych wniosków. Obawiam się, że może być już na to za późno. Albo czasy PRL powrócą albo Polska skończy jak Grecja albo dojdzie do całkowitej utraty suwerenności na rzecz np. UE bądź jakiegoś innego mocarstwa. Być może wówczas ludzie zrozumieją, że ustrój jest zły. Ja tymczasem zacznę się już szykować do emigracji i wyjadę do Ekwadoru – jak Cejrowski! marekzegarek 2010-06-23 02:16:51 skomentuj (7) Alimenty Prawdę mówiąc sam nie wiem, skąd w debacie o alimentach pojawia się tak duże poparcie dla tego socjalistycznego wręcz świadczenia. Otóż ja osobiście jestem stuprocentowym przeciwnikiem obowiązku alimentacyjnego zwłaszcza, jeśli chodzi o te płacone drugiemu z rodziców po rozwodzie i twierdzę, że należałoby go znieść, bądź, co najmniej całkowicie zmienić zasady ich otrzymywania. Powody tego są jak najbardziej logiczne i zostaną przeze mnie przytoczone.
Po pierwsze chciałbym zauważyć, że gdy mówimy o alimentach to mentalnie społeczeństwo już wie, że to mężczyzna płaci kobiecie. Oczywiście jest to jeden z przypadków, którego feministyczne równouprawnienie nie obejmuje, ale to swoją drogą. Opisałem to kiedyś w temacie rozwodów, zauważając jawną dyskryminację w kwestii rozwodów i sądownictwa. Pisałem wówczas, że „(…) 2/3 pozwów wnoszą kobiety a jedynie 3% spraw wygrywają mężczyźni”. Bo panuje stereotyp, że to przedstawiciel płci pięknej męskiej zawsze jest tym, który cały dzień pije piwo przed telewizorem, bije żonę z powodu słonej zupy, gwałci wszystkie napotkane kobiety, ma dziesięć kochanek i tak dalej. A przecież po rozwodzie (w którym mężczyzna traci zazwyczaj większość swojego, ciężko wypracowanego kapitału na rzecz żony, która całe życie siedziała w domu) sąd nie przyzna dziecka takiemu wariatowi! Nawet, jeśli żony nie stać na utrzymanie dziecka, woli narzucić alimenty zamiast po prostu zostawić je mężczyźnie, który ma pieniądze. Stąd właśnie powstaje dyskryminacja, w której mężczyzna jest na straconej pozycji a w państwie prawa na takie sytuacje nie można sobie pozwolić.
Po drugie jestem w ogóle przeciwnikiem upaństwawiania rodziny. Śmieszne jest, że tworząc kolejne ustawy wypacza się wszelkie zasady, na jakich przez setki lat opierała się normalna rodzina. Nie dość, że obecnie za danie dziecku klapsa można zostać „patologią” i trafić do więzienia, że zwykły pracownik socjalny może odebrać to dziecko, to państwo chce kontrolować nawet ile na to dziecko muszę płacić nawet po rozwodzie, gdzie zostanie ono z matką mogącą mieszkać nawet tak daleko, że będę je widywał raz na pięć lat! Pisałem już zresztą kiedyś, że nawet sprawy seksu są w małżeństwie uregulowane prawnie i są nawet obowiązkiem. Taka kontrola może mieć miejsce jedynie w systemach totalitarnych, bo na pewno nie w normalnym państwie.
Po trzecie nie rozumiem, z jakiego powodu alimenty otrzymuje matka, a nie bezpośrednio dziecko. W tej sytuacji oczywiste jest, że pieniądze wcale nie muszą być wykorzystane na utrzymanie potomka. Równie dobrze matka może je roztrwonić. A poza tym oczywistością jest, że dziecko powinno zostać przyznane osobie, którą na jego utrzymanie stać i nie widzę tu innej możliwości chyba, że leżałoby to w kwestii dziecka. Tym bardziej, że każdy sam powinien decydować ile na dziecko chce wydać i co za te pieniądze chce potomkowi kupić. Kodeks karny jasno określa, że „kto przemocą lub podstępem doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem – podlega karze więzienia od sześciu miesięcy do pięciu lat”. I w tym wypadku wydanie pieniędzy na alimenty zdecydowanie korzystne nie jest.
Krótko podsumowując uważam, zresztą jak już pisałem, że obowiązek alimentacyjny powinien zostać zniesiony natychmiastowo, gdyż jest po prostu absurdalny. Jeszcze ustosunkowując się do blogo-ankiety pod tytułem „Ile Twoim zdaniem wynosi sprawiedliwa kwota alimentów na jedno dziecko” wybrałbym oczywiście opcję drugą, czyli „300 złotych i mniej”. A konkretniej mówiąc 0 złotych. marekzegarek 2010-06-12 15:59:42 skomentuj (99) Sondaże i 'sondaże' Wczoraj przeglądając wpis na osobistym blogu jednego z kandydatów na prezydenta, mianowicie Janusza Korwina-Mikkego będącego skądinąd obecnie moim faworytem zauważyłem ciekawy link do sondażu przeprowadzonego przez MillwardBrown SMG/KRC dla TVN24. Sondaż ten znalazł się na stronie wyżej wymienionej stacji, jednak nie bez powodu. Otóż Janus Korwin-Mikke, uznany za polityka niszowego, który ma niewielkie szanse wygrać znajduje się tam na czwartym miejscu z wynikiem 3%. Pozostali kandydaci od piątego miejsca włącznie na piękny obrazek się nie załapali, aczkolwiek zaznaczono, że nie mają oni żadnych szans, bo zarówno Olechowski, jak i Pawlak z trudem zdobędą jeden procent. Na samym końcu zaznaczono, że sondaż przeprowadzono telefonicznie (!) i to zaledwie wśród grupy 1009 (!!) obywateli. A Polska liczy przecież ich, zgodnie z Wikipedią 38 173 000 (!!!). Nawet po odliczeniu tych, którzy prawa głosu nie mają powstanie śmieszne wręcz zestawienie, które nie dość, ze nie jest obiektywne, to jest wręcz manipulujące. Bo jasno pokazuje, którzy kandydaci mają zdaniem „ekspertów” z MillwardBrown SMG/KRC szanse na wygranie!
Źródło: TVN24
Dlaczego to piszę? Otóż dużo bardziej obiektywnym źródłem informacji o preferencjach wyborców jest sonda internetowa, którą również znaleźć można na stronie TVN24. O dziwo nie wydaje mi się jednak, aby została ona wyemitowana w telewizji. Okazuje się, ze udział w niej wzięło 451 012, co przy ledwo ponad tysiącu obywateli jest dla mnie bardziej wiarygodne. Otóż w tej sondzie Na pierwszym miejscu znajduje się Komorowski z wynikiem 38% a na drugim Korwin-Mikke zdobywając 23%. Dalej uplasowali się dopiero Kaczyński, Olechowski (który zdobył aż „dwie jedynki”!) i Pawlak. Na Kornela Morawieckiego to nie zagłosował w sondzie chyba nikt, chociaż nawet nie wiem, jaki ma program wyborczy. Zresztą chciałem się dowiedzieć oglądając debatę kandydatów w Polsat News (tą, na której Gabriel Janowski znowu zaszalał i pokazał, że kultura jest mu raczej obca – być może to efekt działania tamtych narkotyków, które ponoć mu ktoś parę lat temu dorzucił do kawy), jednak na wspomnianego jegomościa do końca programu czekało puste krzesło…
Źródło: TVN24
Sondaży w gazetach i zresztą na większości kanałów nie oglądam. Dają złudne wrażenie, co widać porównując sondę przeprowadzoną przez profesjonalną firmę a tą, w której udział brali internauci. Poza tym czytając wczoraj przedostatni bodajże numer „Angory” rozśmieszył mnie artykuł, w którym opisano kwestie majątkowe kandydatów. Otóż autor rozpoczął od sylwetki Andrzeja Olechowskiego, który ponoć jest najbogatszym z kandydatów. Następnie przyszłą kolej na znaną czwórkę i Janusza Korwin-Mikkego. Przy JKM niestety redaktor doszedł do wniosku, że jest to polityk autsajderowy (dokładnego cytatu nie pamiętam) a zatem (w domyśle) nie ma sensu się rozpisywać. Podobnie postąpiono z kandydatami mającymi jeszcze mniejsze poparcie. Śmieszne jednak jest, że problem ten nie dotknął Andrzeja Olechowskiego, który zgodnie z podanymi wyżej sondami w czołówce wcale nie jest. Najśmieszniejszy jest fakt, że w następnej „Angorze” ukazał się artykuł Pana JKM, w którym zawarta została riposta dotycząca wyżej wymienionego tekstu.
Ja na szczęście wiem już, na kogo zamierzam głosować, także nie muszę skupiać się ani na sondażach, ani na przedrukach z gazet, ani na opinii babci, sąsiada, listonosza, psa czy kogoś tam jeszcze. A Wy macie już jakieś swoje określone typy? Może Kaczyński rozdający zdjęcia brata za podpisy pod komitetem, a może Marszałek? marekzegarek 2010-06-04 23:36:13 skomentuj (6) |
|